Jak przygoda to tylko we Lwowie czyli New Challenge on tour 3

Tym razem przyszła pora na podróż do Lwowa, który jest przepięknym miastem pełnym czaru, magii i uroku. W podróż udałyśmy się trzema autokarami pełnymi Naszych uśmiechniętych klientów. Wyjazd o 3:30 nie był problemem dla nikogo bo jak to mówią: „dla chcącego nic trudnego”. Wszyscy po zajęciu miejsc w autobusie upewnili się że mają przy sobie swoje paszporty (a nie na przykład paszport teściowej, z którym było by ciężko przekroczyć granicę).

Do granicy polsko-ukraińskiej droga wręcz Nam uciekała ale wynikało to z chęci szybkiego zobaczenia miasta. Odprawa graniczna przebiegła szybko i sprawnie zarówno po stronie polskiej jak i po ukraińskiej. W końcu wjechaliśmy do kraju Naszych wschodnich sąsiadów, gdzie przywitało Nas słońce i budząca się do życia przyroda w wiosennych barwach. Przez drogę towarzyszyły Nam stare, dobre przeboje związane z Lwowem takie jak np. Tylko we LwowiePo godzinnej podróży od granicy, dojechaliśmy w końcu do centrum Lwowa gdzie mieliśmy zarezerwowany hotel.

Lwow-hotel

Po zakwaterowaniu uczestników udaliśmy się na obiad do hotelowej restauracji gdzie czekał na Nas znakomity barszcz ukraiński z pampuszkami, szponder po ukraińsku oraz wyśmienite ciasto do aromatycznej, parzonej kawy. Po obiedzie grupa udała się na zwiedzanie miasta wraz z lokalnymi przewodnikami, ale my z Panią Madzią nie podążyłyśmy za nimi, bo miałyśmy do spełnienia „misję” czyli zakup 90 butelek wódki na uroczystą kolację. Udałyśmy się na reprezentacyjny lwowski deptak tzw. Prospekt Swobody, gdzie zakupiłyśmy alkohol i w tym momencie zaczęłyśmy się zastanawiać jak to dotransportujemy do hotelu? Nasze alkoholowe zakupy dość długo stały pod drzwiami sklepu. Na szczęście z pomocą przyszedł Pan Andrzej, sympatyczny mieszkaniec Lwowa, który zlitował się nad Nami i zamówił taxi do hotelu, którą zawiozłyśmy wódkę. Przed hotelem, gdzie znajduje się przystanek autobusowy taksówkarz wypakował z bagażnika wszystką wódkę i wówczas zostałyśmy z Panią Magdą lokalną atrakcją. Cóż w tym dziwnego, że dwie Polki stoją przed hotelem z 90 flaszkami Chortycy? Ale to nie koniec przygód, ponieważ po kolacji która swoją drogą była wyśmienita (pieczona rybka, ziemniaczki, surówka a do tego mnóstwo lokalnych przystawek takich jak pasztet z wątróbki, cienko krojona słonina z czosnkiem i oliwą oraz galaretka na zimno), udałyśmy się w zaprzyjaźnionym gronie na „tour on Lviv”.

Lwow-5

Oczywiście zrezygnowałyśmy z Panią Madzią z wielkim żalem ze szpilek, ponieważ wszechobecna kostka brukowa we Lwowie nie służy tego typu butom. Trampki na nogi i w drogę! Pierwszym przystankiem na Naszej drodze był tzw.: „Teatr Piwa”, znajdujący się na Lwowskiej starówce. Miejsce magiczne, świetna muzyka, piękne zapachy lokalnych potraw i piwa ale niestety brak wolnych miejsc, pomimo iż dla gości są przeznaczone aż trzy piętra. Ruszyliśmy więc dalej do miejsca tajemniczego, ukrytego przed turystami o tajemniczej nazwie „Kryjówka”. Żeby tam wejść trzeba powiedzieć hasło „Sława Ukrainie” a wtedy otwierają się masywne, drewniane wrota i pada pytanie „Czy nie ma wśród Was konfidentów”. Odpowiedź musi być stanowcza że „nie ma”, bo inaczej nie ma możliwości wejść do środka. Na dzień dobry trzeba wypić kieliszek miodu pitnego, który jest bardzo ale to bardzo mocny. Jak się okazuje „Kryjówka” to nazwa adekwatna, ponieważ po przejściu wyżej wspomnianych drewnianych wrót, schodzi się krętymi schodkami do podziemnych lochów gdzie słychać ukraińską muzykę. Miejsce już na Nas czekało przy dużym, drewnianym stole, gdzie czekało już menu. Po chwili zastanowienia wybraliśmy oczywiście „żywe piwo” czyli po prostu to niepasteryzowane, które na Ukrainie smakuje wybornie. Piwo to zbyt mało, do takiego wniosku doszliśmy Wszyscy i wówczas poniosła nas polska fantazja.

Lwow-4

Zamówiliśmy na dobry początek deskę przekąsek która wyglądała obłędnie nie tylko poprzez to co było na niej do jedzenia ale poprzez siekierkę wbitą w nią. Mieliśmy możliwość spróbowania tradycyjnych ukraińskich przekąsek takich jak: wędzona słonina z ogórkiem małosolnym, ciemny chleb ze smalcem, suszone i solone mięsno, marynowane buraczki ćwikłowe oraz małe ostre papryczki. Dodatkowo dla zaspokojenia Naszej ciekawości zamówiliśmy… pieczone świńskie ryjki, które były podane z dużą ilością czosnku i siekanej natki pietruszki. Ciężko było się przełamać żeby spróbować jak to smakuje ale po kilku próbach udało się. Doszliśmy do wniosku że jeszcze nie pora na powrót do hotelu, stąd padł pomysł odwiedzenia kolejnego, lwowskiego klubu jakim jest Masoch Cafe.

Lwow-3

Miejsce dość specyficzne, ponieważ można tam zostać uderzonym biczem albo skutym w kajdanki. Znajduje się tu bardzo wiele przedmiotów związanych z masochizmem ale i również jedyny na świecie pomnik Leopolda von Sacher – Masocha. Można tu wypić rozgrzewające drinki połączone ze szczyptą pikanterii w postaci specjalnego rytuału podczas serwowania wybranych drinków (wersja tylko dla odważnych, którą trzeba samemu koniecznie spróbować)! Mieliśmy możliwość zamówienie wielu potraw które są traktowane jako afrodyzjaki, ale pomimo to jednak skusiliśmy się na deskę lokalnych serów, suszone mięso oraz jak na Ukrainę przystało słoninę z przyprawami a do tego oczywiście „żywe piwo”. Przy wyjściu z Masoch Cafe oczywiście ja i Pani Magda musiałyśmy sobie zrobić zdjęcie przy pomniku Masocha i postąpić tak jak tradycja nakazuje w tym miejscu… włożyć mu rękę do kieszeni i sprawdzić co tam jest. Następnie w dobrych humorach przy blasku pierwszych porannych promieni słońca udaliśmy się do hotelu na bardzo krótki odpoczynek, bo czasu na spanie było po prostu szkoda. Kolejny dzień to intensywny dzień zwiedzania najważniejszych lwowskich zabytków. Jak to bywa przy tak dużej grupie, ktoś idzie z przewodnikiem zwiedzać, ktoś jeszcze śpi a niektórzy idą na zakupy. My z Panią Magdą połączyłyśmy zwiedzanie z zakupami jak na prawdziwe kobiety przystało. Rano zrobiłyśmy wycieczkę objazdową wokół lwowskich zabytków a następnie udaliśmy się na zwiedzanie archikatedry św. Jura która jest umiejscowiona na pięknym wzgórzu.

Lwow-7-1

Trafiłyśmy akurat na mszę, ale to nie przeszkodziło Nam w zwiedzaniu. Kolejnym punktem jaki odwiedziłyśmy był cmentarz Łyczakowski i Orląt Lwowskich na którym spędziłyśmy prawie 3 godziny, chodząc wśród zabytkowych pomników wielkich osobistości.

Lwow-8

Na obiad udaliśmy się do browaru Starogrod, gdzie największą atrakcją okazały się toalety. Panowie w swojej toalecie mieli możliwość oglądania meczu na telewizorze, natomiast Panie mogły poprawić makijaż na olbrzymich lustrach zamontowanych na każdych drzwiach w każdej toalecie. Największą atrakcją okazał się jednak pokój Lwow-drzewopomiędzy damską a męską toaletą, gdzie w razie potrzeby zamontowano również automat z prezerwatywami, dla tych bardziej „potrzebujących”. Po obiedzie który zjedliśmy w klimatycznym browarze Starogrod wypiłyśmy aromatyczną kawę z lodami i udałyśmy się z Panią Magdą na zakupy. Oczywiście musiałyśmy się udać do prezydenckiego sklepu ze słodyczami „Roshen”, który jest punktem obowiązkowym podczas każdego pobytu we Lwowie. Mnóstwo cukierków, czekolad, bombonierek i różnych tortów firmy Roshen mogą przyprawić o zawrót głowy, którego my doznałyśmy, wychodząc ze sklepu obładowane słodyczami zapakowanymi w firmowe torby. Oczywiście wykonałyśmy jeszcze kilka pamiątkowych zdjęć pod kolorowymi karmnikami które przyozdabiają drzewa obok pomnika Mickiewicza.

Zajrzałyśmy z Panią Magdą również do restauracji „Kumpel”, gdzie największą atrakcją jest popiersie pięknej, młodej kobiety od której można dostać darmowe piwo, ale tylko pod jednym warunkiem. Jakim? Otóż należy w odpowiedni sposób dotknąć piersi tej pani, tak aby dostać darmowe piwo. Nie jest łatwe to, nam się niestety nie udało! ;( W drodze powrotnej do hotelu oczywiście musiałyśmy jeszcze odwiedzić sklep z pięknymi sukienkami, które Nas oczarowały i które musiały się znaleźć w Naszej garderobie. Po powrocie do hotelu nie miałyśmy nawet czasu na krótki odpoczynek, ponieważ udałyśmy się na uroczystą kolację przygotowaną dla Naszej całej grupy.

Główną atrakcją wieczoru był występ grupy ukraińskich kozaków, którzy w pięknych kolorowych strojach umilali wieczór tańcem i śpiewem. Kilkakrotne owacje dla nich były całkowicie zasłużone, ponieważ ich występ był rewelacyjny.

Lwow-2Oczywiście każdy chciał zdjęcie z „kozakami”, więc my z Panią Magdą również postanowiłyśmy uwiecznić ten moment na fotografii. Biesiada trwała w najlepsze, śpiewy tańce i pyszne ukraińskie przysmaki sprawiły że wieczór ten był wyjątkowo udany. A na domiar wszystkiego spotkałyśmy innych Polaków, którzy zaszczycili Nas swoją obecnością podczas biesiady. Anegdotą i opowieścią nie było końca, stąd wieczór Nam bardzo szybko minął i czas było zakończyć biesiadowanie.

Lwow-1

Ostatni dzień przywitał Nas słońcem i lekkim wietrzykiem, który okazał się bardzo przydatny po tak „ciężkiej” nocy ;). Po śniadaniu przyszedł czas na ostatnie zakupy, bo stwierdziłyśmy że trzeba wydać wszystkie hrywny i tak o to znów udałyśmy się do sklepu Roshen.

Lwow-Roshen

Zadowolone i uśmiechnięte, bez hrywien w portfelach udałyśmy się do hotelu, żaby się spakować w drogę powrotną. Jak przystało na prawdziwe kobiety w podróży, przyjechałyśmy z jedną walizką a po spakowaniu okazało się, że mamy liczne dodatkowe bagaże, które dzięki uprzejmości Naszych wspaniałych i pomocnych kierowców (Edzia, Mirka i Darka) nie musiałyśmy nosić same, na całe szczęście ;). Po spakowaniu bagaży pojechaliśmy na obiad ponownie do browaru Starograd, który bardzo spodobał się Naszej grupie.

Lwow-stargorod

Na obiad dostaliśmy bardzo smaczną i sycącą zupę przypominającą rosół w którym było bardzo dużo warzyw i mięsa. Drugie danie to pierś z kurczaka podana w sosie śmietanowo grzybowym z pieczonymi ziemiankami i surówką a do tego tradycyjny ukraiński kompot z suszu. Po ciepłym posiłku, udaliśmy się do Naszych autobusów i wyruszyliśmy w drogę powrotną do granicy. Korki na granicy nikogo nie zdziwiły, zważywszy że było to niedzielne popołudnie. Mnóstwo biurokracji, papierków i udało się, granicę przekroczyliśmy w Korczowej i wjechaliśmy do Polski. Wycieczka po woli dobiegała końca ale wszyscy cały czas wspominali to, co działo się we Lwowie i na koniec padło stwierdzenie że jak przygoda to tylko we Lwowie i tymi słowami zapraszam do kolejnych wyjazdów razem z New Challenge.